poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 2

Weekend minął, ale zaczął się dla mnie długi weekend. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, chociaż i tak nie mam planów. Przynajmniej mam spokój od tych nauczycieli i dzieci ze szkoły. Zawsze mówię na nich dzieci, nie wiem dlaczego.
Na początek posiedzę sobie na notebooku, może znajdę coś co mnie zaciekawi. Przeglądnęłam parę stron, a już była 12.39. Nagle usłyszałam głos mamy dochodzący z korytarza. Za nim do niej poszłam ubrałam się i szybko umyłam. Zajęło mi to dosłownie 5 minut. Wyszłam ze swojego pokój i znalazłam się w korytarzu. Nie spodziewałam się nikogo specjalnego, w ogóle nie spodziewałam się nikogo.
-Koleżanka do ciebie przyszła.- Powiedziała to moja mama z uśmiechem na twarzy.
-Dobra dzięki mamo, a teraz możesz pójść.
-Dobrze po rozmowie z koleżanką przyjdź do mnie do kuchni.
-Ok.
Mama wyszła szybkim krokiem i zostawiła mnie samą. Zapomniałam napisać, że przyszła do mnie Amanda.
-Co chcesz?
-Nic ja tak przelotnie. Mogę wejść do środka?
-Jasne wejdź.
-Przepraszam za to pytanie, ale będziemy tu stać czy może mnie zaprosisz do jakiegoś pokoju?
-To chodź do salonu.
-Ale ja chciałam porozmawiać z tobą na osobności?
-Po co?
-Bo tak.
-To wejdź do mojego pokoju. Uwaga uważaj na psa, bo pewnie śpi gdzieś na podłodze.
Amanda szła za mną. Pierwszy raz ktoś był w moim pokoju. Myślałam, że będzie to kto inny, ale coż trafiło to na Amandę.
-Fajnie masz urządzony pokój.
-Przestań. On nawet nie jest zaczęty. No dobra o czym chciałaś pogadać?
-No to dlaczego nie powiesz nikomu o Patrykowi?
-Bo nie chce.
-Powiedz prawdę. Przecież on może spowodować, że wpadniesz w depresje, albo co innego.
-Po prostu nie chce. A jak wpadnę w depresje to będzie moja sprawa.
-Proszę powiedz mi.
-Nie chce.
-Na pewno?
-Tak! Coś jeszcze?
-Nom.
-To szybko.
-Bo w mojej szkole tańca jest wolna sala i…
-I co?
-Moja pani zaproponowała, że mogę zacząć prowadzić lekcje dla młodszych dzieci.
-I po co mi to mówisz?
-Bo jeżeli chce prowadzić te lekcje, to muszą być dwie nauczycielki.
-I c z tego?
-Chcę cię poprosić, że byś była drugą nauczycielką.
-Nie zgadzam się.
-Dlaczego?
-Bo nie tańczę.
-Nie kłam. Raz cię widziałam jak tańczysz i było niesamowicie.
-Kiedy?
-Kiedyś. To zgadzasz się czy nie?
-Nie. Dlaczego nie poprosisz Natalii?
-Bo ty o wiele, wiele lepiej tańczysz niż ona.
-Nie chce i tyle.
-No proszę, bardzo mi na tym zależy.
-Do kiedy masz czas?
-Jeden miesiąc. Bo jest licytacja, no i moi rodzice mi ją kupią, tylko muszę mieć drugą osobę,
-Może jeszcze się zastanowię.
-Dzięki. Mam nadzieję, że się zgodzisz.
-To miej. Jeszcze coś?
-Tak. Dlaczego nie pojechałaś na wycieczkę?
-Nie zostałam poinformowana o niej. Tyle?
-Tak. Czekam na odpowiedź. Pa!
-Cześć.
Po tej rozmowie czekała na mnie jeszcze jedna pogawędka, tylko że z mamą. Miałam nadzieję, że nie ma Jana.
Szłam powolnym krokiem do kuchni, a za mną Łołek. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Zazwyczaj z nią nie gadam, nawet cześć sobie rzadko mówimy. Stanęłam w drzwiach.
-Co chcesz?
-Mam do ciebie taką małą sprawę.
-Jaką?
-Wiesz ta sąsiadka z naprzeciwka, poszukuję niańki. Może się zgodzisz?
-Po co? Nie mam zamiaru opiekować się jakimś bachorem.
-Ale będziesz mieć pieniądze.
-Teraz też mam.
-Ale nie o to mi chodzi. Będziesz mieć swoje, zarobione pieniądze, a nie od mamusi sobie weźmiesz lub od Janka.
-Dopóki się mną opiekujesz jestem na twoim utrzymaniu, więc nie będę się opiekować tym dzieckiem. Zrozumiałaś?!
-Dobra nie to nie. Łaski mi nie robisz.
-Chyba robię.
-Dobrze idź do swojego pokoju.
-Po co?
-Bo ci każe.
-Jak ty mi każesz to ja nie idę.
-Dziecko powiedz mi co się z tobą stało.
-Hmm… Zastanówmy się. Nic!
-Jak nic? Wcześniej się inaczej zachowywałaś.
-To było kiedyś.
-Brakuję mi tej dawnej Jesici.
-No i dobrze. Idę do siebie. Cześć!
Wyszłam z kuchni i poszłam do swojego pokoju. Wchodząc tam trzasnęłam drzwiami, tak sama z siebie. Moja mama ma rację wcześniej taka nie byłam, ale właśnie przez nią stałam się taka jaka jestem teraz. Może gdzieś nadal jestem tą Jesicą, którą byłam kiedyś, chociaż w to wątpię.
Zakończyłam rozmyślanie i włączyłam notebooka. Teraz weszłam na charulette, zawsze tam wchodziłam gdy mi się nudziło. Pisałam z różnymi osobami, ale szybko się rozłączałam. Czasem na serio trafiało się na kogoś idiotycznego. Mogłam gadać z każdym, kto znał angielski.
Nagle w pewnej chwili natrafiłam na jakąś osobę bez kamerki. Od razu napisała:
-Przepraszam za brak kamerki zepsuła mi się, więc proszę nie rozłączaj się. Hej J
-Hej.
-Jestem Weronika.
-Aha ja jestem Jesica.
-Ładne imię. Zawsze takie chciałam.
-Dzięki :>
-Ile masz lat?
-15, a ty?
-Też.
-J
-Wydajesz się być fajna.
-Ty też.
-Czego słuchasz?
-Nirvana, System of down, różne. A ty?
-1D, JB itd. Proszę nie rozłączaj się.
-Okey. Szanuję twoją muzykę.
-Dzięki. Większość osób mnie krytykuję, ale mam ich w dupie J
-Co lubisz robić?
-Dużo rzeczy. Sorry, że tak nie dokładnie.
-Będziesz pisać sorry, albo przepraszam cały czas?
-Nie, ale mogę.
-Nie. Proszę nie.
-Ok. Wiesz co muszę lecieć będę jutro. Podaj e-mail.
-OK. Oto on: {jakiś e-mail}
-Na pewno napiszę. PA!!!!
-Cześć.
Po chwili rozłączyła się. Wyłączyłam wszystko, bo nie miałam już ochoty na nic. Wzięłam psa i poszłam pobiegać.
Wybrałam długą trasę, więc w domu byłam o 20:00 i poszłam pod prysznic. Po umyciu się z nudów zaczęłam układać swoje rzeczy. Miałam duży pokój, a tak mało rzeczy. Nie miałam co robić, więc położyłam się i myślałam.

------------------------------------------Następny dzień--------------------------------------------------------------------

Wstałam o 4.00, było to trochę dziwne. Poszłam do kuchni, szukałam czegoś po szafkach. Zdziwiło mnie, bo zazwyczaj nikt nie robi zakupów. Najwidoczniej mama zatrudniła nową pomoc domową. Dalej będę musiała tłumaczyć komuś, że nie wolno wchodzić do mojego pokoju. Pochodziłam chwilę po domu, aby sprawdzić czy wszyscy wyszli do pracy. Zajrzałam do sypialni mamy i ojczyma, na szczęście ich nie było. Potem poszłam popatrzeć na grafik pracowników. Ogrodnik ma dziś wolne, tak samo jak inni. No to dzisiaj dom był wolny do 22.00. Tylko ja i pies.
Postanowiłam zjeść śniadanie. Nie przyzwyczaiłam się aby jeść dużo, więc zjadłam tylko sałatkę i popiłam ją sokiem. Była już 6.34, więc poszukałam w szafie jakiś ciuchów. Do rąk wzięłam czarne rurki, obcisłą czarną bluzkę na ramiączkach i czarną bluzę. Rzuciłam ciuchy na łóżko i podeszłam do szafki z butami. Wygrzebałam z niej czarne buty. Potem wzięłam ciuchy do łazienki i zaczęłam się przygotowywać na dzisiejszy dzień. Gdy się już ubrałam rozczesałam włosy i wyszłam z psem na spacer. Gdy wychodziliśmy była 8.21. Szkoła tańca, gdzie uczęszczała Amanda miała być otwarta o 9.00, więc pochodziłam z psem i pod szkołą byłam o 9.04. Psa przywiązałam do jakiegoś słupa i weszłam do środka. Trochę mi zajęło za ni  znalazłam sale gdzie tańczy Amanda. Gdy stanęłam w drzwiach uważnie przypatrywałam się krokom, jakie wykonuję Amanda, Widać było ile wkłada do tego serca i pracy. Po ukończeniu jednego układu zauważyła mnie i podeszła do mnie.
-Hej.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Cześć. Możemy wyjść na zewnątrz?
-Jasne. Mam przerwę 10 minutową.
Obie wyszłyśmy na dwór. I Amanda od razu zapytała się:
-I jak zdecydowałaś się?
-Może. Jest takie małe pytanie.
-Jakie?
-Jeżeli bym się zgodziła to w jakiej grupie wiekowej prowadziłybyśmy zajęcia?
-Od 11 lat do 15.
-Aha.
-To jak zgadzasz się?
-Tak. Tylko jest takie coś nikt ze szkoły nie może się dowiedzieć.
-Nie jestem pewna, ale spróbuję.
-To mogę już iść?
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo musimy załatwić salę, ulotki, godziny, koszt i takie tam. I jeszcze musisz zatańczyć dla mojej nauczycielki.
-Po co?
-Bo ona nie odda Sali od tak.
-Jasne.
-To poczekaj chwilę. Pójdziemy do ciebie, weźmiemy ci jakieś ciuch i buty do tańca. I takie tam, tylko zaczekaj na mnie ok?
-Ok, ale się sprężaj.
-Jasne.
Gdy Amanda zniknęła w środku pomyślała w co ja się wpakowałam. Przecież jak założę jakąś bluzkę z krótkim rękawkiem każdy zauważy, że się tnę. Dobra już za późno, nie mogłam cofnąć zdania. Odwiązałam Łołka i czekaliśmy na Amandę. Szybko wybiegła i szybkim krokiem szłyśmy w kierunku mojego domu.
Droga zajęła nam 10 minut, to nie tak długo jak ja sama idę. Szybko odtworzyłam drzwi i wbiegłyśmy do mnie do pokoju. Nigdy dotąd nie poczułam takiej szybkości. Spuściłam Łołka i podeszłam do Amandy.
-Co teraz?
-Musimy ci wybrać ciuchy na ćwiczenia i na rozmowę. Mogę ci pogrzebać w szafach?
-Jasne, ale się nie przeraź.
-Nie martw się wytrzymam wszystko. Weź jakąś torbę spakuj tam: dezodorant, szczotkę do włosów, gumki i wsuwki i chyba tyle. Masz jakieś dresy?
-Gdzieś tam powinny być.
-Dobra mam, a jakąś luźną bluzkę?
-Też gdzieś tam jest.
-Dobra mam wszystko, tylko jeszcze buty a ty?
-Pakuje. Biorę butelkę picia.
-To weź. Już mam wszystko. Daj torbę.
Podałam torbę Amandzie i szybko wybiegłyśmy z domu. Tak samo jak wcześniej droga trwała 10 minut. Amanda miała cały czas uśmiech na twarzy, a ja miałam zmieszane uczucia. Po chwili znalazłam się przed drzwiami szkoły tańca. Weszłam do środka, a potem na drugie piętro. Amanda przedstawiła mnie swojej nauczycielce i zaprowadziła mnie do szatni. Kazała mi się przebrać, szybo to zrobiłam, bo nie chciałam aby zobaczyła moje rany. Weszłam na sale, było tam dużo osób gapili się na mnie. Próbowałam zakryć rany, na razie udawało mi się to. Nauczycielka wyprosiła wszystkich oprócz Amandy. Włączyła mi muzykę, nie wiedziałam co myśleć. Nagle moje ciało samo się ruszało. Po twarzy nauczycielki było można było zauważyć zachwyt. Skończyłam, czekałam aż wyrazi swoją opinię. Nic kompletna cisza, nagle zauważyłam, że Amanda i nauczycielka patrzyły się na moje rany. Nauczycielka wyprosiła Amandę i zostałam z nią sama.
-Jestem pani Kwiatkowska. Twój taniec można podziwiać, ale mam małe pytanie.
-Proszę się zapytać. Chcę mieć to już z głowy.
-Skąd te rany?
Milczałam, więc zapytała się mnie jeszcze raz.
-Tniesz się?
-Tak.
-Jak ja mam oddać salę osobie, która się tnie?
-To pani decyzja. Ja robię tylko to dla Amandy. Bardzo jej na tym zależy.
-Wiem, jest jedną z moich najlepszych uczniów. Naprawdę gdy byś się nie cięła oddałabym wam salę, ale nie mogę. Zostajecie jeszcze na rozmowie, jeżeli wypadniecie na niej dobrze będziecie mogły wykonać układ taneczny, a potem wybiorę najlepszą parę.
-Czyli mamy szansę?
-Tak.
-Kiedy mamy się zjawić na rozmowie?
-Ogólnie zaczynają się o 15.00, możecie być wcześniej.
-Dziękuję pani.
-Jeżeli chcesz możesz zostać na zajęciach.
-Nie dziękuję.
Pani Kwiatkowska zawołała wszystkich na salę, a ja poszłam do szatni i szybko się przebrałam. Amanda weszła do szatni gdy ja miałam wychodzić.
-Poczekaj na mnie chwilę. Proszę cię Jecica.
-Ok, ale szybko.
-Jasne.
-Nie zostajesz na zajęciach?
-Nie. Chcę z tobą porozmawiać jak tam z tym układem.
-Ok. Pogadamy u mnie w domu.
-Ok.
Obie wyszłyśmy ze szkoły. Teraz się nie śpieszyłyśmy. Dotarłyśmy do mnie około 11.00. Otworzyłam drzwi od domu i obie weszłyśmy. Łołek powitał nas radosnym szczekaniem. Amanda od razu się mnie zapytała:
-I jak zostałyśmy zaproszone na rozmowę?
-Tak.
-Czyli prawdopodobnie możemy już dostać tą salę.
-Chyba.
-O czym tak myślisz?
-Bo nigdy wcześniej nie miałam przyjaciółki.
-Jak to?
-No w podstawówce niby miałam „przyjaciółki”, które okazywały się sukami. Ja im ufam, a te mnie obgadywały.
-Nie przejmuj się z przyjaźnią jest tak samo jak z miłością. Trochę czasu minie za nim poznasz przyjaciółkę, na zawsze.
-A ty i Natalia?
-Nie traktuje jej jak przyjaciółkę. Z tego co słyszałam to za moimi plecami dupę mi obrabia.
-Ja nie wiem. Nienawidzę szkoły.
-A po za tym ona podrywa Emila.
-Aha.
-Nad czym jeszcze tak dumasz?
-Nad niczym.
-Widzę, że cię coś trapi.
-Czekam, aż zadasz pytanie na temat tych ran.
-Nie zadam.
-Dlaczego?
-Bo to twoja sprawa.
-Do tej pory tylko ty i pani Kwiatkowska je widziałyście.
-Jak to?! A twoi rodzice?
-Raczej mama. Nie wiedziała.
-Dobra skończmy temat.
-Ok.
-Jeżeli dostaniemy się do trzeciego wyzwania będziemy mieć wielką szanse na wygraną.
-Dlaczego?
-Bo twoje kroki i moje kroki równa się eksplozja.
-Hahaha, zabawna jesteś.
-Ach dziękuję.
-To co planujemy już układ?
-Nie jeszcze nie, bo możemy to zawalić. Chociaż….
-Co?
-A tak mi się powiedziało. Która godzina?
-12:32
-Ale ten czas wolno leci.
-Faktycznie. Nie ma co robić.
-Nom. Ty słuchasz tylko Nirvany?
-Nie, a co?
-A słuchasz JB?
-Fajne ma piosenki, ale go nie słucham.
-Ja go kocham.
-Cieszę się.
-Ile twój pies ma lat?
-3.
-A to jest jeszcze młodziutki.
I tak nasza rozmowa trwała 2 godziny. Potem musiałyśmy szybko się wybrać na rozmowę. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, ale musiałam spróbować. Pod szkołą byłyśmy o 14.30. Pomyślałam sobie, że może będziemy pierwsze i tak było. O równej 15 węszyłyśmy do biura pani Kwiatkowskiej, i siedziałyśmy tam godzinę. Wyszłyśmy bardzo szczęśliwe, bo dostałyśmy się do synchronicznego tańca. Na ułożenie układu mamy dwa tygodnie. W sumie to nie tak mało, jak myślałam.
O 16.23 byłam w domu. Weszłam na e-mail, jak się spodziewałam dostałam wiadomość od Weroniki. Napisała mi to: „Hej! To ja Weronika. Mówiłam, że napiszę więc napisałam. Będę dzisiaj o 16.30. Mam nadzieję, że w tym czasie będziesz i ty.”
Spojrzałam na zegarek, była 16.29. Odpisałam jej. Szybko się ona odezwała. Dowiedziałam się, że ona wprowadza się tam gdzie ja mieszkam. Chyba się ucieszyłam, nie jestem pewna. Pisałam z nią do 20.00 bo musiałam iść z psem. Wystarczyło by otworzyć drzwi i Łołek sam mógł wybiec, a potem wrócić, ale ja wolę z nim spacerować.

-----------------------------------------------------------Reszta wolnych dni------------------------------------------

Resztę wolnych dni spędzałam z Amandą na opracowywaniu układu.
Pisząc z Weroniką wiadomości.
I z Łołkiem wychodząc na spacer.

sobota, 11 maja 2013

Rozdział 1

Wstałam jak zwykle o 5.34, to i tak później. Zawsze wstaje wcześniej, ostatnio chyba mam małe problemy ze spaniem. Mniejsza z tym.
Na początek poszłam zjeść śniadanie. Jak zwykle w lodówce nic nie było, więc postanowiłam zjeść chleb z masłem i cukrem. Może to trochę specyficzne śniadanie, ale zawsze lepsze to niż nic. Z szafki wyjęłam chleb i torebkę herbaty. Z drugiej szafki wyciągnęłam szklankę, wzięłam czajnik i nalałam do niego wody. Na początek nastawiłam naczynie na gaz, potem wrzuciłam torebkę herbaty do szklanki i zaczęłam wyciągać masło z lodówki. Myślałam, że masło starczy na trzy kanapki. Niestety jak zwykle się rozczarowałam. W pudełku było tak mało masła, że nie starczy na jedną kromkę chleba. Cóż innego miałam zjeść? Wzięłam i posmarowałam chleb masłem. Zaczęłam szukać cukru, aż nagle czajnik zaczął piszczeć. Wyłączyłam gaz i zalałam herbatę. Odłożyłam czajnik na miejsce i znów zaczęłam poszukiwać cukru. Nie mogłam go znaleźć, więc  zjem kanapkę z masłem i popiję gorzką herbatą. Po śniadaniu zaczęłam się myć. Weszłam pod prysznic i szybko wyszłam. Założyłam na siebie moje ulubione rurki i czarną koszulkę, z logiem mojego ulubionego zespołu, czyli Nirvany i zarzuciłam na to wszystko bluzę.

Starałam się jak najciszej wybrać się z domu, aby nie obudzić żadnego z domowników. Nagle usłyszałam kroki, strasznie się tego wystraszyłam. Pobiegłam szybko do drzwi i wyszłam. Gdy szłam ulicą zobaczyłam, że za mną biegnie mój pies. Pies wabił się Łołek, miałam 12 lat jak go nazywałam. Łołek jest psem rasy Siberian Huski, dostałam go od taty. Ten pies to jedyny mój przyjaciel. Po utracie taty tylko on został, no i może rodzeństwo, ale strasznie się zmieniło. Łołek podprowadził mnie pod samą szkołę, jak zazwyczaj. W oczach miałam łzy, nienawidziłam tej szkoły. Ze wszystkich osób wybrali mnie, do naśmiewania się. Każdy dzień spędzony w tej szkole przyprawiał mnie o dreszcz. Parcela ta jest jak... dom z horroru. Kolejny dzień to nowe wyzwanie, o okrucieństwach przez jakie tam przechodzę nie wie nikt. Kiedyś mówiłam, ale nikt mnie nie słuchał. Wtedy zamknęłam się w sobie na dobre. Nikt nie wiedział jaka jestem, przez co ja przeszłam i co ja teraz wyprawiam.

Pod szkołą byłam o 6.12. Miałam jeszcze dużo czasu, ale nie wiedziałam co z nim zrobić. Nakazałam psu wrócić do domu, zawsze był posłuszny. Zostałam sam. Postanowiłam udać się na rampy, gdzie o tej porze nikogo nie ma. Przy sobie nosiłam najcenniejsze rzeczy, było to między innymi: komórka,słuchawki, notebook, pamiętnik, zeszyty z piosenkami, gitarę oraz żyletkę,zapakowaną w mały woreczek. Przed wszystkimi ukrywam, że się tnę, piszę piosenki i śpiewam. Każdy myśli, że gram na gitarze i słucham tylko rocka. Niedziwne, jak nie chcą dowiedzieć się o mnie więcej.

Byłam na rampach. Wspięłam się na jedną z nich i usiadłam. Wyjęłam z torby notebooka i włączyłam internet, który miałam za darmo. Weszłam na jakąś stronę, a tam pojawiło się hasło: "Niedługo nowy program. Chcesz się wykazać talentem? Przyjdź do nas! Damy ci sznse której nikt inny ci nie da". Zdążyłam tylko to przeczytać i połączenie się urwało. Szczerze mówiąc zainteresowała mnie ta reklama. Spojrzałam na zegarek była już 6.40. Szybko się zebrałam i zaczęłam iść do szkoły. Dojście tam nie zajmowało wiele czasu, więc szłam powolnym krokiem ze słuchawkami w uszach.

Nadszedł czas stanęłam przed drzwiami szkoły i weszłam tam. Na razie nie usłyszałam żadnych obelg kierujących w moją stronę. Powoli szłam pod salę gdzie mieliśmy pierwsze zajęcia. Nagle wpadłam na Patryka i tylko krzyknął w moją stronę:
-Uważaj szmato jak chodzisz!
Nie wiem, ale coś nagle we mnie wstąpiło. I postanowiłam postawić raz na swoim.
-Ja mam uważać?! Lepiej uważaj gdzie weźmiesz to swoje dupsko, więc zejdź mi lepiej z drogi bo pożałujesz.
-Oj bo się boje paniusi, która słucha rocka i myśli, że jest groźna.
-Nie mów do mnie paniusia! A po pierwsze wolę słuchać Rocka niż jakiejś klasyki. Po drugie na razie nie jestem groźna, ale podkreślam NA RAZIE.
-Ojoj bo się boję.
-Kurwa, bo....
Nagle naszą kłótnie przerwała nauczycielka, która chciała mnie powstrzymać od dalszego wyklinania. Udało jej się, teraz tylko patrzyłam jak inni się na mnie gapią.
-Panno Nowak w tej szkole tak nie wyrażamy emocji. Zostaniesz po lekcjach w szkole, na rozmowie z dyrektorką.
-Ale ja mam inne plany. Nie będę rozmawiać z nikim!
-Oj moja panno będziesz.
-Nie będę!
Nagle naszą kłótnie przerwał dzwonek. Kazała nam iść na lekcje. Sama nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło. Nigdy dotąd nie byłam taka. Myślałam cały czas o tym dopóki nie weszliśmy do sali.
Jak zwykle usiadłam na swoim miejscu, czyli w ostatniej ławce. Dziś profesor miał nas pytać. Czyli jak zwykle wypadnie na mnie. Szybko przypominałam sobie materiał, no cóż nie mogłam wkuć dziesięciu stron na pamięć w ciągu paru minut. Nagle profesor wziął dziennik i zaczął szukać osób do odpowiedzi. Pierwszą osobę, którą wybrał był Patryk. Szczerze mówiąc ucieszyłam się, że akurat go wybrał. Następną "zdobyczą" była Natalia, a potem wziął dwóch innych uczniów. Akurat dziś mi się poszczęściło. Nauczyciel puścił nam film historyczny, praktycznie jak zawsze. Jak zwykle włożyłam słuchawki do uszu, wyjęłam zeszyt i zaczynałam pisać jakąś piosenkę. Tak mnie to wciągnęło, że nie usłyszałam dzwonka na przerwę. Z transu obudził mnie Emil. A potem wszyscy wyszli z sali, a jak mi jest to pisane to ja na końcu. Minęły już wszystkie godziny lekcyjne, no i na przerwie wyjaśniłam wszystko z dyrektorką czyli nie będę używać wulgaryzmu. Wyszłam ze szkoły ucieszona, ponieważ był to piątek. Szłam do domu po deskorolkę i wziąć psa na spacer. Nagle Patryk rzucił we mnie kamieniem. Na szczęście nie trafił mnie. Gdy Patryk brał drugiego kamienia Emil odezwał się:
-Weż ją zostaw czym ci ona zawiniła?
-Że chodzi do tej szkoły. Przecież to nie jest szkoła dla takich wieśniaków!
-Myślisz, że mnie bolą te słowa? To się grubo mylisz. Twoje słowa są jak "Nie poddawaj się!", dodają mi siły. Więc nic ci nie wyjdzie z przedrzeźniania mnie.- Po tych słowach odwróciłam się i szłam w kierunku domu.
Na powitanie wybiegł mi mój pies. Jak zwykle się cieszył, że już jestem. Weszłam do domu wzięłam deskorolkę i trochę kasy na jedzenie. Zapięłam psa na smyczy i razem zaczęliśmy spacer. Jak zwykle poszliśmy w nasze ulubione miejsce tylko, że na początek poszliśmy do restauracji zamówić coś na wynos. Po tym wszystkim poszliśmy na małą łąkę. Zawsze tam spędzaliśmy czas. Ściągnęłam z siebie bluzę i usiadłam na niej. Pies zaczął biegać, a ja jeść i rozkładać swój sprzęt. Deskorolkę traktowałam jak biurko, bluzę jak krzesło, a plecak jak kosz na śmieci. No i moje miejsce pracy było gotowe. Na początek zaczęłam komponować jakąś muzykę, potem słowa same leciały mi z ust.
Zazwyczaj nikt nie chodził na nasza małą łąkę, więc poczułam lekki strach. No cóż długo nie czekałam aż ten szmer ucichnie. Po trzech godzinach wypoczynku spakowałam się i wróciłam do domu. Było trochę chłodno, więc założyłam bluzę.

------------------------------------------Następny dzień------------------------------------------------------------

Położyłam się spać o 2.00, a wstałam o 6.13. Szczerze nie chciało mi się wstawać, więc postanowiłam nie ruszać się z łóżka. Zaczęłam wspominać moje najpiękniejsze chwile w życiu. Nie trwało to długo bo od razu pies skoczył mi na łóżko. Polizał mnie i dawał najwyraźniejsze znaki, że chce na pole. Szybko się ubrałam i umyłam. Postanowiłam wziąć niektóre rzeczy. W szafie znalazłam idealny plecak na wycieczki, spakowałam do niego: notebooka, portfel z pieniędzmi, koc, psią karmę dla Łołka, trzy zeszyty i piórnik. Do ręki wzięłam gitarę i deskorolkę, w kieszeń włożyłam telefon. Słuchawki włożyłam do uszu i wyruszyłam z domu. Na początek postanowiłam, że pójdziemy do parku i poczekamy tam do godziny 8.00. Nie jadłam śniadania, więc musiałam poczekać, aż otworzą jakiś bar.
Doszliśmy do parku. O tej porze był piękne widoki, można było się wsłuchiwać w ptasi śpiew. Trochę było chłodno, ale to i tak lepsze niż przebywanie w domu, gdzie nikt cię nie chce. Usiadłam na ławce i odłożyłam rzeczy, psa wypuściłam a by biegał swobodnie. Sama obserwowałam ludzi, którzy biegają codziennie tą samą trasą. Nagle zobaczyłam Emila, nigdy dotąd nie spotykałam go tu. Dlatego tak kochałam to miejsce bo nikt kogo znam nie przebywał tu. Myślałam, że blondyn mnie nie zauważył. Myliłam się jak zwykle. Podszedł do mnie i zagadał:
-Hej. Co ty tu tak wcześnie robisz?
-O czy ty się do mnie odezwałeś? Zazwyczaj tego nie robisz.
-Wiem, ale dziś coś mnie natchnęło.- Blondyn uśmiechnął się w moją stronę i oczekiwał na odwzajemnienie tego gestu. Nie doczekał się, nawet nie próbowałam z nim nawiązać kontaktu wzrokowego.
-Wiesz co?
-Co?
-Jeżeli teraz chcesz zgrywać fajnego i iłego gościa idź gdzie indziej.
-No weź. Przecież ja nie jestem taki jak Patryk.
-Ale to jest twój najlepszy przyjaciel.
-Może jest, może nie. A jeżeli tak to nie muszę być taki jak on.
-Tak uważasz?
-Jasne.
-Wiesz co ja muszę iść.
-Poczekaj chwilę.
-Po co?
-Pogadaj ze mną.
-Ale ja nie chce przebywać w twoim towarzystwie.
-Grasz na gitarze? Nie wiedziałem
-Tak gram. Wiesz dlaczego nie wiedziałeś?
-Nie.
-Bo nie lubię o sobie opowiadać. I nie chce być twoją koleżanką.
-Nie zmuszam cię.
-To dobrze. Wiesz co na mnie już pora. Idę.
-Zostań chwilę.
-Nie chce.
-Co będziesz za ten czas robić.
-Przespaceruję się z psem.
-To twój pies?- Wskazał palcem na mojego psiaka, który się bawił.
-Tak, a co?
-Tak jakoś się zapytałem. Też chciałbym mieć psa.
-To poproś rodziców.
-Prosiłem nie raz.
-Dobra nie zwierzaj mi się. Idę. Pa!
-Cześć.
Zawołałam Łołka, który przybiegł na pierwsze wezwanie. Zapięłam psa na smycz i poszłam w stronę oczka. Po drodze wstąpiłam do baru, który był otwarty o 7.00. Spojrzałam na zegarek, wskazówki były na godzinie 7.36. Weszłam do lokalu i poprosiłam wodę mineralną, frytki i hamburgera na wynos. Zamówienie zrealizowali w ciągu 15 minut. I wyruszyliśmy w kierunku oczka.
Wyprawa tam trwała 35 minut. Gdy byliśmy na miejscu znów spuściłam psa ze symyczy. Rozłożyłam koc, usiadłam na nim i zaczęłam jeść "śniadanie". Myślałam co tak naprawdę zmusiło Emila do rozmowy ze mną. Nigdy wcześniej nie powiedział do mnie nawet cześć. Na początku pomyślałam, że Patryk mu kazał, ale po chwili namyśleń uznałam, że jednak to nie on. Nie mogłam osądzić innych, ponieważ Amanda nie jest taka jak Patryk. O Natali nic nie wiedziałam. Doszła niedawno, a i tak zakfalikowała się do wyżeszej ligi. Na ten temat  nic  nie mogę wymyślić, więc kończę z tym. Wyjęłam z plecaka wszystkie rzeczy, jakie ze sobą przyniosłam. Po wypakowaniu przedmiotów włączyłam notebooka. Gdy się włączył zaczęłam czegoś szukać. Na początek sprawdziłam moją skrzynkę. Znajdowała się tam wiadomość od szkoły, nie przeczytałam jej do końca, ale weszłam na stronę szkoły, do której uczęszczałam. Pojawiła się tam informacja, że wszystkie II klasy gimnazjum wyjeżdżają na dwa tygodnie do Warszawy. Wycieczka ma się odbyć od 15.-29.04.2013 roku. Nie zostałam poinformowana, ale i tak bym tam nie pojechała. Nie chciałabym te czternaście dni spędzać z ludźmi, których nienawidzę. Będę miała więcej czasu dla siebie. Może wtedy los się do mnie uśmiechnie. Nie jestem tego pewna, ale ważne że by tak myśleć. Potem kursorem zjechałam na dół. Znalazłam tam listę uczestników. Nie będę wymieniała osób, które jadą, wolę przeczytać tych, którzy zostają. Chociaż i tak nie miało to najmniejszego znaczenia, bo zawsze spędzam czas z Łołkiem. Prezglądałam listę i szukałam, prawie każdy jedzie. No może w mieście zostaje Amanda, nie wiadomo mi z jakich przyczyn. Prawdopodobinie będzie mieć jakiś występ, czy coś w tym stylu. Postanowiłam wyjść ze strony i szukać jakiś fajnych nut.
Wszędzie wyświetlała się ta reklama: "Niedługo nowy program. Chcesz się wykazać talentem? Przyjdź do nas! Damy ci sznsę której nikt inny ci nie da". Wkurzało mnie to, więc wyłączyłam notebooka. Schowałam go do plecaka, a wyciągnęłam gitarę z pokrowca. Zaczęłam grać i pisać słowa do zeszytu. Nigdy nie myślałam co piszę, dopiero po skończeniu poprawiałam wszystko. W jednej chwili na niebie zjawiły się czarne chmury. Zaczęłam szybko się pakować. Zawołałam Łołka, który nie przychodził. Wołałam go trzy razy, na szczęście przyszedł. Bałam się, że już mi uciekł. Szybko go zapięłam i zaczęliśmy biec do domu. Niestety nie uniknęliśmy deszczu. Ulewa runęła, gdy dzieliło nas 30 minut drogi od domu. Wolałam iść w deszcz, niż czekać aż minie. Łołek nie był zadowolony z mojego wyboru, ale i tak nic nie mógł zrobić.
W domu byłam około 13.00 nie wiedziałam dokładniej, bo od razu weszłam do swojego pokoju i się tam zamknęłam. Zaczęłam się przebierać w suche ubrania, gdy nagle ktoś mnie zawołał. Założyłam dresy i pobiegłam do salonu, by już później mieć spokój.
-Czego?- Zawołałam chłodnym głosem, jak zwykle, gdy rozmawiam z mamą.
-Jesica musimy ci coś powiedzieć.
-Co znowu?
-Chce się dowiedzieć trochę o twoim życiu.
-Dopiero teraz?! Mogłabyś wcześniej ze mną o tym porozmawiać, a nie teraz. Co sobie myślisz?! Że teraz będę z tobą rozmawiać o wszystkim? Raczej się mylisz. Nigdy mną się nie interesowałaś. Od kiedy jesteś z Janem. Zapomniałaś o tacie! O mnie! Dajecie mi tylko kasę i co?! Kontynuujcie to dalej tak będzie najlepiej dla mnie i dla was.
-Jesica opanuj tą agresje.- Myślałam, że od tych słów wybuchnę śmiechem, ale się powstrzymałam.
-Zamknij się Jan! Nie masz nic do gadania.
-Właśnie, że on ma. On ci daje pieniądze.
-Ale przecież on daje tobie, a ty mi. Idę stąd.
Wyszłam z salonu. Pobiegłam do pokoju i się tam znów zamknęłam. Na podłodze czekał na mnie Łołek, który chciał ze mną porozmawiać. No cóż psy nie gadają mową ludzką. Położyłam się na łóżku i przez dłuższy czas myślałam o niczym. Nie chciałam wstawać, no cóż trzeba było wyprowadzić psa. Wolnym ruchem usiadłam na łóżku i wzięła moją bluzę. Po chwili zaczęłam myśleć, dlaczego moja mama teraz zaczęła się interesować co ja robię. Stanęłam na równe nogi i wzięłam psa, który radośnie podskakiwał. Po chwili wyszłam na dwór. Nie odchodziłam daleko od domu. Chyba zdarzyło mi się to po raz trzeci. Zazwyczaj chciałam być jak najdalej stąd, moje powody są różne. Z psem siedziałam jedną godzinę na podwórku.
Gdy wróciłam była już 18.00. Nie miałam nic do roboty, więc poszłam się myć. Po kąpieli położyłam się i zaczęłam słuchać muzyki. Sama nawet nie wiem o której zasnęłam.
Niedziele spędziłam tak samo jak sobotę. Tylko, że nie spotkałam Emila i nie padał deszcz, ale miałam kłótnie z mamą i ojczymem.

środa, 8 maja 2013

Już niedługo

W sobotę dodam pierwszy rozdział. Wiem, że trochę późno, ale nie miałam internetu. Czasem tak to bywa.
Jest was nie wielu (czytających), ale i tak daje takie krótkie notki.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Powiadomienie

Wiem, że jeszcze nie wiele osób odwiedza tego bloga, no i że nie ma pierwszego rozdziału. W związku tym chcę was tylko (odwiedzających), że na weekend majowy wyjeżdżam na wieś. Nie ma tam internetu, ale będę pisać na brudno rozdziały. W sobotę powinno ukazać się 1 rozdział. Wiem, że trochę późno, ale za to 2 może być szybciej. Mam nadzieję, że będzie was więcej.