Wstałam jak zwykle o 5.34, to i tak później. Zawsze wstaje wcześniej, ostatnio chyba mam małe problemy ze spaniem. Mniejsza z tym.
Na początek poszłam zjeść śniadanie. Jak zwykle w lodówce nic nie było, więc postanowiłam zjeść chleb z masłem i cukrem. Może to trochę specyficzne śniadanie, ale zawsze lepsze to niż nic. Z szafki wyjęłam chleb i torebkę herbaty. Z drugiej szafki wyciągnęłam szklankę, wzięłam czajnik i nalałam do niego wody. Na początek nastawiłam naczynie na gaz, potem wrzuciłam torebkę herbaty do szklanki i zaczęłam wyciągać masło z lodówki. Myślałam, że masło starczy na trzy kanapki. Niestety jak zwykle się rozczarowałam. W pudełku było tak mało masła, że nie starczy na jedną kromkę chleba. Cóż innego miałam zjeść? Wzięłam i posmarowałam chleb masłem. Zaczęłam szukać cukru, aż nagle czajnik zaczął piszczeć. Wyłączyłam gaz i zalałam herbatę. Odłożyłam czajnik na miejsce i znów zaczęłam poszukiwać cukru. Nie mogłam go znaleźć, więc zjem kanapkę z masłem i popiję gorzką herbatą. Po śniadaniu zaczęłam się myć. Weszłam pod prysznic i szybko wyszłam. Założyłam na siebie moje ulubione rurki i czarną koszulkę, z logiem mojego ulubionego zespołu, czyli Nirvany i zarzuciłam na to wszystko bluzę.
Starałam się jak najciszej wybrać się z domu, aby nie obudzić żadnego z domowników. Nagle usłyszałam kroki, strasznie się tego wystraszyłam. Pobiegłam szybko do drzwi i wyszłam. Gdy szłam ulicą zobaczyłam, że za mną biegnie mój pies. Pies wabił się Łołek, miałam 12 lat jak go nazywałam. Łołek jest psem rasy Siberian Huski, dostałam go od taty. Ten pies to jedyny mój przyjaciel. Po utracie taty tylko on został, no i może rodzeństwo, ale strasznie się zmieniło. Łołek podprowadził mnie pod samą szkołę, jak zazwyczaj. W oczach miałam łzy, nienawidziłam tej szkoły. Ze wszystkich osób wybrali mnie, do naśmiewania się. Każdy dzień spędzony w tej szkole przyprawiał mnie o dreszcz. Parcela ta jest jak... dom z horroru. Kolejny dzień to nowe wyzwanie, o okrucieństwach przez jakie tam przechodzę nie wie nikt. Kiedyś mówiłam, ale nikt mnie nie słuchał. Wtedy zamknęłam się w sobie na dobre. Nikt nie wiedział jaka jestem, przez co ja przeszłam i co ja teraz wyprawiam.
Pod szkołą byłam o 6.12. Miałam jeszcze dużo czasu, ale nie wiedziałam co z nim zrobić. Nakazałam psu wrócić do domu, zawsze był posłuszny. Zostałam sam. Postanowiłam udać się na rampy, gdzie o tej porze nikogo nie ma. Przy sobie nosiłam najcenniejsze rzeczy, było to między innymi: komórka,słuchawki, notebook, pamiętnik, zeszyty z piosenkami, gitarę oraz żyletkę,zapakowaną w mały woreczek. Przed wszystkimi ukrywam, że się tnę, piszę piosenki i śpiewam. Każdy myśli, że gram na gitarze i słucham tylko rocka. Niedziwne, jak nie chcą dowiedzieć się o mnie więcej.
Byłam na rampach. Wspięłam się na jedną z nich i usiadłam. Wyjęłam z torby notebooka i włączyłam internet, który miałam za darmo. Weszłam na jakąś stronę, a tam pojawiło się hasło: "Niedługo nowy program. Chcesz się wykazać talentem? Przyjdź do nas! Damy ci sznse której nikt inny ci nie da". Zdążyłam tylko to przeczytać i połączenie się urwało. Szczerze mówiąc zainteresowała mnie ta reklama. Spojrzałam na zegarek była już 6.40. Szybko się zebrałam i zaczęłam iść do szkoły. Dojście tam nie zajmowało wiele czasu, więc szłam powolnym krokiem ze słuchawkami w uszach.
Nadszedł czas stanęłam przed drzwiami szkoły i weszłam tam. Na razie nie usłyszałam żadnych obelg kierujących w moją stronę. Powoli szłam pod salę gdzie mieliśmy pierwsze zajęcia. Nagle wpadłam na Patryka i tylko krzyknął w moją stronę:
-Uważaj szmato jak chodzisz!
Nie wiem, ale coś nagle we mnie wstąpiło. I postanowiłam postawić raz na swoim.
-Ja mam uważać?! Lepiej uważaj gdzie weźmiesz to swoje dupsko, więc zejdź mi lepiej z drogi bo pożałujesz.
-Oj bo się boje paniusi, która słucha rocka i myśli, że jest groźna.
-Nie mów do mnie paniusia! A po pierwsze wolę słuchać Rocka niż jakiejś klasyki. Po drugie na razie nie jestem groźna, ale podkreślam NA RAZIE.
-Ojoj bo się boję.
-Kurwa, bo....
Nagle naszą kłótnie przerwała nauczycielka, która chciała mnie powstrzymać od dalszego wyklinania. Udało jej się, teraz tylko patrzyłam jak inni się na mnie gapią.
-Panno Nowak w tej szkole tak nie wyrażamy emocji. Zostaniesz po lekcjach w szkole, na rozmowie z dyrektorką.
-Ale ja mam inne plany. Nie będę rozmawiać z nikim!
-Oj moja panno będziesz.
-Nie będę!
Nagle naszą kłótnie przerwał dzwonek. Kazała nam iść na lekcje. Sama nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło. Nigdy dotąd nie byłam taka. Myślałam cały czas o tym dopóki nie weszliśmy do sali.
Jak zwykle usiadłam na swoim miejscu, czyli w ostatniej ławce. Dziś profesor miał nas pytać. Czyli jak zwykle wypadnie na mnie. Szybko przypominałam sobie materiał, no cóż nie mogłam wkuć dziesięciu stron na pamięć w ciągu paru minut. Nagle profesor wziął dziennik i zaczął szukać osób do odpowiedzi. Pierwszą osobę, którą wybrał był Patryk. Szczerze mówiąc ucieszyłam się, że akurat go wybrał. Następną "zdobyczą" była Natalia, a potem wziął dwóch innych uczniów. Akurat dziś mi się poszczęściło. Nauczyciel puścił nam film historyczny, praktycznie jak zawsze. Jak zwykle włożyłam słuchawki do uszu, wyjęłam zeszyt i zaczynałam pisać jakąś piosenkę. Tak mnie to wciągnęło, że nie usłyszałam dzwonka na przerwę. Z transu obudził mnie Emil. A potem wszyscy wyszli z sali, a jak mi jest to pisane to ja na końcu. Minęły już wszystkie godziny lekcyjne, no i na przerwie wyjaśniłam wszystko z dyrektorką czyli nie będę używać wulgaryzmu. Wyszłam ze szkoły ucieszona, ponieważ był to piątek. Szłam do domu po deskorolkę i wziąć psa na spacer. Nagle Patryk rzucił we mnie kamieniem. Na szczęście nie trafił mnie. Gdy Patryk brał drugiego kamienia Emil odezwał się:
-Weż ją zostaw czym ci ona zawiniła?
-Że chodzi do tej szkoły. Przecież to nie jest szkoła dla takich wieśniaków!
-Myślisz, że mnie bolą te słowa? To się grubo mylisz. Twoje słowa są jak "Nie poddawaj się!", dodają mi siły. Więc nic ci nie wyjdzie z przedrzeźniania mnie.- Po tych słowach odwróciłam się i szłam w kierunku domu.
Na powitanie wybiegł mi mój pies. Jak zwykle się cieszył, że już jestem. Weszłam do domu wzięłam deskorolkę i trochę kasy na jedzenie. Zapięłam psa na smyczy i razem zaczęliśmy spacer. Jak zwykle poszliśmy w nasze ulubione miejsce tylko, że na początek poszliśmy do restauracji zamówić coś na wynos. Po tym wszystkim poszliśmy na małą łąkę. Zawsze tam spędzaliśmy czas. Ściągnęłam z siebie bluzę i usiadłam na niej. Pies zaczął biegać, a ja jeść i rozkładać swój sprzęt. Deskorolkę traktowałam jak biurko, bluzę jak krzesło, a plecak jak kosz na śmieci. No i moje miejsce pracy było gotowe. Na początek zaczęłam komponować jakąś muzykę, potem słowa same leciały mi z ust.
Zazwyczaj nikt nie chodził na nasza małą łąkę, więc poczułam lekki strach. No cóż długo nie czekałam aż ten szmer ucichnie. Po trzech godzinach wypoczynku spakowałam się i wróciłam do domu. Było trochę chłodno, więc założyłam bluzę.
------------------------------------------Następny dzień------------------------------------------------------------
Położyłam się spać o 2.00, a wstałam o 6.13. Szczerze nie chciało mi się wstawać, więc postanowiłam nie ruszać się z łóżka. Zaczęłam wspominać moje najpiękniejsze chwile w życiu. Nie trwało to długo bo od razu pies skoczył mi na łóżko. Polizał mnie i dawał najwyraźniejsze znaki, że chce na pole. Szybko się ubrałam i umyłam. Postanowiłam wziąć niektóre rzeczy. W szafie znalazłam idealny plecak na wycieczki, spakowałam do niego: notebooka, portfel z pieniędzmi, koc, psią karmę dla Łołka, trzy zeszyty i piórnik. Do ręki wzięłam gitarę i deskorolkę, w kieszeń włożyłam telefon. Słuchawki włożyłam do uszu i wyruszyłam z domu. Na początek postanowiłam, że pójdziemy do parku i poczekamy tam do godziny 8.00. Nie jadłam śniadania, więc musiałam poczekać, aż otworzą jakiś bar.
Doszliśmy do parku. O tej porze był piękne widoki, można było się wsłuchiwać w ptasi śpiew. Trochę było chłodno, ale to i tak lepsze niż przebywanie w domu, gdzie nikt cię nie chce. Usiadłam na ławce i odłożyłam rzeczy, psa wypuściłam a by biegał swobodnie. Sama obserwowałam ludzi, którzy biegają codziennie tą samą trasą. Nagle zobaczyłam Emila, nigdy dotąd nie spotykałam go tu. Dlatego tak kochałam to miejsce bo nikt kogo znam nie przebywał tu. Myślałam, że blondyn mnie nie zauważył. Myliłam się jak zwykle. Podszedł do mnie i zagadał:
-Hej. Co ty tu tak wcześnie robisz?
-O czy ty się do mnie odezwałeś? Zazwyczaj tego nie robisz.
-Wiem, ale dziś coś mnie natchnęło.- Blondyn uśmiechnął się w moją stronę i oczekiwał na odwzajemnienie tego gestu. Nie doczekał się, nawet nie próbowałam z nim nawiązać kontaktu wzrokowego.
-Wiesz co?
-Co?
-Jeżeli teraz chcesz zgrywać fajnego i iłego gościa idź gdzie indziej.
-No weź. Przecież ja nie jestem taki jak Patryk.
-Ale to jest twój najlepszy przyjaciel.
-Może jest, może nie. A jeżeli tak to nie muszę być taki jak on.
-Tak uważasz?
-Jasne.
-Wiesz co ja muszę iść.
-Poczekaj chwilę.
-Po co?
-Pogadaj ze mną.
-Ale ja nie chce przebywać w twoim towarzystwie.
-Grasz na gitarze? Nie wiedziałem
-Tak gram. Wiesz dlaczego nie wiedziałeś?
-Nie.
-Bo nie lubię o sobie opowiadać. I nie chce być twoją koleżanką.
-Nie zmuszam cię.
-To dobrze. Wiesz co na mnie już pora. Idę.
-Zostań chwilę.
-Nie chce.
-Co będziesz za ten czas robić.
-Przespaceruję się z psem.
-To twój pies?- Wskazał palcem na mojego psiaka, który się bawił.
-Tak, a co?
-Tak jakoś się zapytałem. Też chciałbym mieć psa.
-To poproś rodziców.
-Prosiłem nie raz.
-Dobra nie zwierzaj mi się. Idę. Pa!
-Cześć.
Zawołałam Łołka, który przybiegł na pierwsze wezwanie. Zapięłam psa na smycz i poszłam w stronę oczka. Po drodze wstąpiłam do baru, który był otwarty o 7.00. Spojrzałam na zegarek, wskazówki były na godzinie 7.36. Weszłam do lokalu i poprosiłam wodę mineralną, frytki i hamburgera na wynos. Zamówienie zrealizowali w ciągu 15 minut. I wyruszyliśmy w kierunku oczka.
Wyprawa tam trwała 35 minut. Gdy byliśmy na miejscu znów spuściłam psa ze symyczy. Rozłożyłam koc,
usiadłam na nim i zaczęłam jeść "śniadanie". Myślałam co tak naprawdę
zmusiło Emila do rozmowy ze mną. Nigdy wcześniej nie powiedział do mnie
nawet cześć. Na początku pomyślałam, że Patryk mu kazał, ale po chwili
namyśleń uznałam, że jednak to nie on. Nie mogłam osądzić innych,
ponieważ Amanda nie jest taka jak Patryk. O Natali nic nie wiedziałam.
Doszła niedawno, a i tak zakfalikowała się do wyżeszej ligi. Na ten
temat nic nie mogę wymyślić, więc kończę z tym. Wyjęłam z plecaka
wszystkie rzeczy, jakie ze sobą przyniosłam. Po wypakowaniu przedmiotów
włączyłam notebooka. Gdy się włączył zaczęłam czegoś szukać. Na początek
sprawdziłam moją skrzynkę. Znajdowała się tam wiadomość od szkoły, nie
przeczytałam jej do końca, ale weszłam na stronę szkoły, do której
uczęszczałam. Pojawiła się tam informacja, że wszystkie II klasy
gimnazjum wyjeżdżają na dwa tygodnie do Warszawy. Wycieczka ma się odbyć
od 15.-29.04.2013 roku. Nie zostałam poinformowana, ale i tak bym tam
nie pojechała. Nie chciałabym te czternaście dni spędzać z ludźmi,
których nienawidzę. Będę miała więcej czasu dla siebie. Może wtedy los
się do mnie uśmiechnie. Nie jestem tego pewna, ale ważne że by tak
myśleć. Potem kursorem zjechałam na dół. Znalazłam tam listę
uczestników. Nie będę wymieniała osób, które jadą, wolę przeczytać tych,
którzy zostają. Chociaż i tak nie miało to najmniejszego znaczenia, bo
zawsze spędzam czas z Łołkiem. Prezglądałam listę i szukałam, prawie
każdy jedzie. No może w mieście zostaje Amanda, nie wiadomo mi z jakich
przyczyn. Prawdopodobinie będzie mieć jakiś występ, czy coś w tym stylu.
Postanowiłam wyjść ze strony i szukać jakiś fajnych nut.
Wszędzie
wyświetlała się ta reklama: "Niedługo nowy program. Chcesz się wykazać
talentem? Przyjdź do nas! Damy ci sznsę której nikt inny ci nie da".
Wkurzało mnie to, więc wyłączyłam notebooka. Schowałam go do plecaka, a
wyciągnęłam gitarę z pokrowca. Zaczęłam grać i pisać słowa do zeszytu.
Nigdy nie myślałam co piszę, dopiero po skończeniu poprawiałam wszystko.
W jednej chwili na niebie zjawiły się czarne chmury. Zaczęłam szybko
się pakować. Zawołałam Łołka, który nie przychodził. Wołałam go trzy
razy, na szczęście przyszedł. Bałam się, że już mi uciekł. Szybko go
zapięłam i zaczęliśmy biec do domu. Niestety nie uniknęliśmy deszczu.
Ulewa runęła, gdy dzieliło nas 30 minut drogi od domu. Wolałam iść w
deszcz, niż czekać aż minie. Łołek nie był zadowolony z mojego wyboru,
ale i tak nic nie mógł zrobić.
W domu byłam około 13.00 nie
wiedziałam dokładniej, bo od razu weszłam do swojego pokoju i się tam
zamknęłam. Zaczęłam się przebierać w suche ubrania, gdy nagle ktoś mnie
zawołał. Założyłam dresy i pobiegłam do salonu, by już później mieć
spokój.
-Czego?- Zawołałam chłodnym głosem, jak zwykle, gdy rozmawiam z mamą.
-Jesica musimy ci coś powiedzieć.
-Co znowu?
-Chce się dowiedzieć trochę o twoim życiu.
-Dopiero
teraz?! Mogłabyś wcześniej ze mną o tym porozmawiać, a nie teraz. Co
sobie myślisz?! Że teraz będę z tobą rozmawiać o wszystkim? Raczej się
mylisz. Nigdy mną się nie interesowałaś. Od kiedy jesteś z Janem.
Zapomniałaś o tacie! O mnie! Dajecie mi tylko kasę i co?! Kontynuujcie
to dalej tak będzie najlepiej dla mnie i dla was.
-Jesica opanuj tą agresje.- Myślałam, że od tych słów wybuchnę śmiechem, ale się powstrzymałam.
-Zamknij się Jan! Nie masz nic do gadania.
-Właśnie, że on ma. On ci daje pieniądze.
-Ale przecież on daje tobie, a ty mi. Idę stąd.
Wyszłam
z salonu. Pobiegłam do pokoju i się tam znów zamknęłam. Na podłodze
czekał na mnie Łołek, który chciał ze mną porozmawiać. No cóż psy nie
gadają mową ludzką. Położyłam się na łóżku i przez dłuższy czas myślałam
o niczym. Nie chciałam wstawać, no cóż trzeba było wyprowadzić psa.
Wolnym ruchem usiadłam na łóżku i wzięła moją bluzę. Po chwili zaczęłam
myśleć, dlaczego moja mama teraz zaczęła się interesować co ja robię.
Stanęłam na równe nogi i wzięłam psa, który radośnie podskakiwał. Po
chwili wyszłam na dwór. Nie odchodziłam daleko od domu. Chyba zdarzyło
mi się to po raz trzeci. Zazwyczaj chciałam być jak najdalej stąd, moje
powody są różne. Z psem siedziałam jedną godzinę na podwórku.
Gdy
wróciłam była już 18.00. Nie miałam nic do roboty, więc poszłam się myć.
Po kąpieli położyłam się i zaczęłam słuchać muzyki. Sama nawet nie wiem
o której zasnęłam.
Niedziele spędziłam tak samo jak sobotę. Tylko,
że nie spotkałam Emila i nie padał deszcz, ale miałam kłótnie z mamą i
ojczymem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz