Weekend minął, ale zaczął się dla mnie długi weekend. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, chociaż i tak nie mam planów. Przynajmniej mam spokój od tych nauczycieli i dzieci ze szkoły. Zawsze mówię na nich dzieci, nie wiem dlaczego.
Na początek posiedzę sobie na notebooku, może znajdę coś co mnie zaciekawi. Przeglądnęłam parę stron, a już była 12.39. Nagle usłyszałam głos mamy dochodzący z korytarza. Za nim do niej poszłam ubrałam się i szybko umyłam. Zajęło mi to dosłownie 5 minut. Wyszłam ze swojego pokój i znalazłam się w korytarzu. Nie spodziewałam się nikogo specjalnego, w ogóle nie spodziewałam się nikogo.
-Koleżanka do ciebie przyszła.- Powiedziała to moja mama z uśmiechem na twarzy.
-Dobra dzięki mamo, a teraz możesz pójść.
-Dobrze po rozmowie z koleżanką przyjdź do mnie do kuchni.
-Ok.
Mama wyszła szybkim krokiem i zostawiła mnie samą. Zapomniałam napisać, że przyszła do mnie Amanda.
-Co chcesz?
-Nic ja tak przelotnie. Mogę wejść do środka?
-Jasne wejdź.
-Przepraszam za to pytanie, ale będziemy tu stać czy może mnie zaprosisz do jakiegoś pokoju?
-To chodź do salonu.
-Ale ja chciałam porozmawiać z tobą na osobności?
-Po co?
-Bo tak.
-To wejdź do mojego pokoju. Uwaga uważaj na psa, bo pewnie śpi gdzieś na podłodze.
Amanda szła za mną. Pierwszy raz ktoś był w moim pokoju. Myślałam, że będzie to kto inny, ale coż trafiło to na Amandę.
-Fajnie masz urządzony pokój.
-Przestań. On nawet nie jest zaczęty. No dobra o czym chciałaś pogadać?
-No to dlaczego nie powiesz nikomu o Patrykowi?
-Bo nie chce.
-Powiedz prawdę. Przecież on może spowodować, że wpadniesz w depresje, albo co innego.
-Po prostu nie chce. A jak wpadnę w depresje to będzie moja sprawa.
-Proszę powiedz mi.
-Nie chce.
-Na pewno?
-Tak! Coś jeszcze?
-Nom.
-To szybko.
-Bo w mojej szkole tańca jest wolna sala i…
-I co?
-Moja pani zaproponowała, że mogę zacząć prowadzić lekcje dla młodszych dzieci.
-I po co mi to mówisz?
-Bo jeżeli chce prowadzić te lekcje, to muszą być dwie nauczycielki.
-I c z tego?
-Chcę cię poprosić, że byś była drugą nauczycielką.
-Nie zgadzam się.
-Dlaczego?
-Bo nie tańczę.
-Nie kłam. Raz cię widziałam jak tańczysz i było niesamowicie.
-Kiedy?
-Kiedyś. To zgadzasz się czy nie?
-Nie. Dlaczego nie poprosisz Natalii?
-Bo ty o wiele, wiele lepiej tańczysz niż ona.
-Nie chce i tyle.
-No proszę, bardzo mi na tym zależy.
-Do kiedy masz czas?
-Jeden miesiąc. Bo jest licytacja, no i moi rodzice mi ją kupią, tylko muszę mieć drugą osobę,
-Może jeszcze się zastanowię.
-Dzięki. Mam nadzieję, że się zgodzisz.
-To miej. Jeszcze coś?
-Tak. Dlaczego nie pojechałaś na wycieczkę?
-Nie zostałam poinformowana o niej. Tyle?
-Tak. Czekam na odpowiedź. Pa!
-Cześć.
Po tej rozmowie czekała na mnie jeszcze jedna pogawędka, tylko że z mamą. Miałam nadzieję, że nie ma Jana.
Szłam powolnym krokiem do kuchni, a za mną Łołek. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Zazwyczaj z nią nie gadam, nawet cześć sobie rzadko mówimy. Stanęłam w drzwiach.
-Co chcesz?
-Mam do ciebie taką małą sprawę.
-Jaką?
-Wiesz ta sąsiadka z naprzeciwka, poszukuję niańki. Może się zgodzisz?
-Po co? Nie mam zamiaru opiekować się jakimś bachorem.
-Ale będziesz mieć pieniądze.
-Teraz też mam.
-Ale nie o to mi chodzi. Będziesz mieć swoje, zarobione pieniądze, a nie od mamusi sobie weźmiesz lub od Janka.
-Dopóki się mną opiekujesz jestem na twoim utrzymaniu, więc nie będę się opiekować tym dzieckiem. Zrozumiałaś?!
-Dobra nie to nie. Łaski mi nie robisz.
-Chyba robię.
-Dobrze idź do swojego pokoju.
-Po co?
-Bo ci każe.
-Jak ty mi każesz to ja nie idę.
-Dziecko powiedz mi co się z tobą stało.
-Hmm… Zastanówmy się. Nic!
-Jak nic? Wcześniej się inaczej zachowywałaś.
-To było kiedyś.
-Brakuję mi tej dawnej Jesici.
-No i dobrze. Idę do siebie. Cześć!
Wyszłam z kuchni i poszłam do swojego pokoju. Wchodząc tam trzasnęłam drzwiami, tak sama z siebie. Moja mama ma rację wcześniej taka nie byłam, ale właśnie przez nią stałam się taka jaka jestem teraz. Może gdzieś nadal jestem tą Jesicą, którą byłam kiedyś, chociaż w to wątpię.
Zakończyłam rozmyślanie i włączyłam notebooka. Teraz weszłam na charulette, zawsze tam wchodziłam gdy mi się nudziło. Pisałam z różnymi osobami, ale szybko się rozłączałam. Czasem na serio trafiało się na kogoś idiotycznego. Mogłam gadać z każdym, kto znał angielski.
Nagle w pewnej chwili natrafiłam na jakąś osobę bez kamerki. Od razu napisała:
-Przepraszam za brak kamerki zepsuła mi się, więc proszę nie rozłączaj się. Hej J
-Hej.
-Jestem Weronika.
-Aha ja jestem Jesica.
-Ładne imię. Zawsze takie chciałam.
-Dzięki :>
-Ile masz lat?
-15, a ty?
-Też.
-J
-Wydajesz się być fajna.
-Ty też.
-Czego słuchasz?
-Nirvana, System of down, różne. A ty?
-1D, JB itd. Proszę nie rozłączaj się.
-Okey. Szanuję twoją muzykę.
-Dzięki. Większość osób mnie krytykuję, ale mam ich w dupie J
-Co lubisz robić?
-Dużo rzeczy. Sorry, że tak nie dokładnie.
-Będziesz pisać sorry, albo przepraszam cały czas?
-Nie, ale mogę.
-Nie. Proszę nie.
-Ok. Wiesz co muszę lecieć będę jutro. Podaj e-mail.
-OK. Oto on: {jakiś e-mail}
-Na pewno napiszę. PA!!!!
-Cześć.
Po chwili rozłączyła się. Wyłączyłam wszystko, bo nie miałam już ochoty na nic. Wzięłam psa i poszłam pobiegać.
Wybrałam długą trasę, więc w domu byłam o 20:00 i poszłam pod prysznic. Po umyciu się z nudów zaczęłam układać swoje rzeczy. Miałam duży pokój, a tak mało rzeczy. Nie miałam co robić, więc położyłam się i myślałam.
------------------------------------------Następny dzień--------------------------------------------------------------------
Wstałam o 4.00, było to trochę dziwne. Poszłam do kuchni, szukałam czegoś po szafkach. Zdziwiło mnie, bo zazwyczaj nikt nie robi zakupów. Najwidoczniej mama zatrudniła nową pomoc domową. Dalej będę musiała tłumaczyć komuś, że nie wolno wchodzić do mojego pokoju. Pochodziłam chwilę po domu, aby sprawdzić czy wszyscy wyszli do pracy. Zajrzałam do sypialni mamy i ojczyma, na szczęście ich nie było. Potem poszłam popatrzeć na grafik pracowników. Ogrodnik ma dziś wolne, tak samo jak inni. No to dzisiaj dom był wolny do 22.00. Tylko ja i pies.
Postanowiłam zjeść śniadanie. Nie przyzwyczaiłam się aby jeść dużo, więc zjadłam tylko sałatkę i popiłam ją sokiem. Była już 6.34, więc poszukałam w szafie jakiś ciuchów. Do rąk wzięłam czarne rurki, obcisłą czarną bluzkę na ramiączkach i czarną bluzę. Rzuciłam ciuchy na łóżko i podeszłam do szafki z butami. Wygrzebałam z niej czarne buty. Potem wzięłam ciuchy do łazienki i zaczęłam się przygotowywać na dzisiejszy dzień. Gdy się już ubrałam rozczesałam włosy i wyszłam z psem na spacer. Gdy wychodziliśmy była 8.21. Szkoła tańca, gdzie uczęszczała Amanda miała być otwarta o 9.00, więc pochodziłam z psem i pod szkołą byłam o 9.04. Psa przywiązałam do jakiegoś słupa i weszłam do środka. Trochę mi zajęło za ni znalazłam sale gdzie tańczy Amanda. Gdy stanęłam w drzwiach uważnie przypatrywałam się krokom, jakie wykonuję Amanda, Widać było ile wkłada do tego serca i pracy. Po ukończeniu jednego układu zauważyła mnie i podeszła do mnie.
-Hej.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Cześć. Możemy wyjść na zewnątrz?
-Jasne. Mam przerwę 10 minutową.
Obie wyszłyśmy na dwór. I Amanda od razu zapytała się:
-I jak zdecydowałaś się?
-Może. Jest takie małe pytanie.
-Jakie?
-Jeżeli bym się zgodziła to w jakiej grupie wiekowej prowadziłybyśmy zajęcia?
-Od 11 lat do 15.
-Aha.
-To jak zgadzasz się?
-Tak. Tylko jest takie coś nikt ze szkoły nie może się dowiedzieć.
-Nie jestem pewna, ale spróbuję.
-To mogę już iść?
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo musimy załatwić salę, ulotki, godziny, koszt i takie tam. I jeszcze musisz zatańczyć dla mojej nauczycielki.
-Po co?
-Bo ona nie odda Sali od tak.
-Jasne.
-To poczekaj chwilę. Pójdziemy do ciebie, weźmiemy ci jakieś ciuch i buty do tańca. I takie tam, tylko zaczekaj na mnie ok?
-Ok, ale się sprężaj.
-Jasne.
Gdy Amanda zniknęła w środku pomyślała w co ja się wpakowałam. Przecież jak założę jakąś bluzkę z krótkim rękawkiem każdy zauważy, że się tnę. Dobra już za późno, nie mogłam cofnąć zdania. Odwiązałam Łołka i czekaliśmy na Amandę. Szybko wybiegła i szybkim krokiem szłyśmy w kierunku mojego domu.
Droga zajęła nam 10 minut, to nie tak długo jak ja sama idę. Szybko odtworzyłam drzwi i wbiegłyśmy do mnie do pokoju. Nigdy dotąd nie poczułam takiej szybkości. Spuściłam Łołka i podeszłam do Amandy.
-Co teraz?
-Musimy ci wybrać ciuchy na ćwiczenia i na rozmowę. Mogę ci pogrzebać w szafach?
-Jasne, ale się nie przeraź.
-Nie martw się wytrzymam wszystko. Weź jakąś torbę spakuj tam: dezodorant, szczotkę do włosów, gumki i wsuwki i chyba tyle. Masz jakieś dresy?
-Gdzieś tam powinny być.
-Dobra mam, a jakąś luźną bluzkę?
-Też gdzieś tam jest.
-Dobra mam wszystko, tylko jeszcze buty a ty?
-Pakuje. Biorę butelkę picia.
-To weź. Już mam wszystko. Daj torbę.
Podałam torbę Amandzie i szybko wybiegłyśmy z domu. Tak samo jak wcześniej droga trwała 10 minut. Amanda miała cały czas uśmiech na twarzy, a ja miałam zmieszane uczucia. Po chwili znalazłam się przed drzwiami szkoły tańca. Weszłam do środka, a potem na drugie piętro. Amanda przedstawiła mnie swojej nauczycielce i zaprowadziła mnie do szatni. Kazała mi się przebrać, szybo to zrobiłam, bo nie chciałam aby zobaczyła moje rany. Weszłam na sale, było tam dużo osób gapili się na mnie. Próbowałam zakryć rany, na razie udawało mi się to. Nauczycielka wyprosiła wszystkich oprócz Amandy. Włączyła mi muzykę, nie wiedziałam co myśleć. Nagle moje ciało samo się ruszało. Po twarzy nauczycielki było można było zauważyć zachwyt. Skończyłam, czekałam aż wyrazi swoją opinię. Nic kompletna cisza, nagle zauważyłam, że Amanda i nauczycielka patrzyły się na moje rany. Nauczycielka wyprosiła Amandę i zostałam z nią sama.
-Jestem pani Kwiatkowska. Twój taniec można podziwiać, ale mam małe pytanie.
-Proszę się zapytać. Chcę mieć to już z głowy.
-Skąd te rany?
Milczałam, więc zapytała się mnie jeszcze raz.
-Tniesz się?
-Tak.
-Jak ja mam oddać salę osobie, która się tnie?
-To pani decyzja. Ja robię tylko to dla Amandy. Bardzo jej na tym zależy.
-Wiem, jest jedną z moich najlepszych uczniów. Naprawdę gdy byś się nie cięła oddałabym wam salę, ale nie mogę. Zostajecie jeszcze na rozmowie, jeżeli wypadniecie na niej dobrze będziecie mogły wykonać układ taneczny, a potem wybiorę najlepszą parę.
-Czyli mamy szansę?
-Tak.
-Kiedy mamy się zjawić na rozmowie?
-Ogólnie zaczynają się o 15.00, możecie być wcześniej.
-Dziękuję pani.
-Jeżeli chcesz możesz zostać na zajęciach.
-Nie dziękuję.
Pani Kwiatkowska zawołała wszystkich na salę, a ja poszłam do szatni i szybko się przebrałam. Amanda weszła do szatni gdy ja miałam wychodzić.
-Poczekaj na mnie chwilę. Proszę cię Jecica.
-Ok, ale szybko.
-Jasne.
-Nie zostajesz na zajęciach?
-Nie. Chcę z tobą porozmawiać jak tam z tym układem.
-Ok. Pogadamy u mnie w domu.
-Ok.
Obie wyszłyśmy ze szkoły. Teraz się nie śpieszyłyśmy. Dotarłyśmy do mnie około 11.00. Otworzyłam drzwi od domu i obie weszłyśmy. Łołek powitał nas radosnym szczekaniem. Amanda od razu się mnie zapytała:
-I jak zostałyśmy zaproszone na rozmowę?
-Tak.
-Czyli prawdopodobnie możemy już dostać tą salę.
-Chyba.
-O czym tak myślisz?
-Bo nigdy wcześniej nie miałam przyjaciółki.
-Jak to?
-No w podstawówce niby miałam „przyjaciółki”, które okazywały się sukami. Ja im ufam, a te mnie obgadywały.
-Nie przejmuj się z przyjaźnią jest tak samo jak z miłością. Trochę czasu minie za nim poznasz przyjaciółkę, na zawsze.
-A ty i Natalia?
-Nie traktuje jej jak przyjaciółkę. Z tego co słyszałam to za moimi plecami dupę mi obrabia.
-Ja nie wiem. Nienawidzę szkoły.
-A po za tym ona podrywa Emila.
-Aha.
-Nad czym jeszcze tak dumasz?
-Nad niczym.
-Widzę, że cię coś trapi.
-Czekam, aż zadasz pytanie na temat tych ran.
-Nie zadam.
-Dlaczego?
-Bo to twoja sprawa.
-Do tej pory tylko ty i pani Kwiatkowska je widziałyście.
-Jak to?! A twoi rodzice?
-Raczej mama. Nie wiedziała.
-Dobra skończmy temat.
-Ok.
-Jeżeli dostaniemy się do trzeciego wyzwania będziemy mieć wielką szanse na wygraną.
-Dlaczego?
-Bo twoje kroki i moje kroki równa się eksplozja.
-Hahaha, zabawna jesteś.
-Ach dziękuję.
-To co planujemy już układ?
-Nie jeszcze nie, bo możemy to zawalić. Chociaż….
-Co?
-A tak mi się powiedziało. Która godzina?
-12:32
-Ale ten czas wolno leci.
-Faktycznie. Nie ma co robić.
-Nom. Ty słuchasz tylko Nirvany?
-Nie, a co?
-A słuchasz JB?
-Fajne ma piosenki, ale go nie słucham.
-Ja go kocham.
-Cieszę się.
-Ile twój pies ma lat?
-3.
-A to jest jeszcze młodziutki.
I tak nasza rozmowa trwała 2 godziny. Potem musiałyśmy szybko się wybrać na rozmowę. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, ale musiałam spróbować. Pod szkołą byłyśmy o 14.30. Pomyślałam sobie, że może będziemy pierwsze i tak było. O równej 15 węszyłyśmy do biura pani Kwiatkowskiej, i siedziałyśmy tam godzinę. Wyszłyśmy bardzo szczęśliwe, bo dostałyśmy się do synchronicznego tańca. Na ułożenie układu mamy dwa tygodnie. W sumie to nie tak mało, jak myślałam.
O 16.23 byłam w domu. Weszłam na e-mail, jak się spodziewałam dostałam wiadomość od Weroniki. Napisała mi to: „Hej! To ja Weronika. Mówiłam, że napiszę więc napisałam. Będę dzisiaj o 16.30. Mam nadzieję, że w tym czasie będziesz i ty.”
Spojrzałam na zegarek, była 16.29. Odpisałam jej. Szybko się ona odezwała. Dowiedziałam się, że ona wprowadza się tam gdzie ja mieszkam. Chyba się ucieszyłam, nie jestem pewna. Pisałam z nią do 20.00 bo musiałam iść z psem. Wystarczyło by otworzyć drzwi i Łołek sam mógł wybiec, a potem wrócić, ale ja wolę z nim spacerować.
-----------------------------------------------------------Reszta wolnych dni------------------------------------------
Resztę wolnych dni spędzałam z Amandą na opracowywaniu układu.
Pisząc z Weroniką wiadomości.
I z Łołkiem wychodząc na spacer.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz